koniec-świata-za-dwa-lata. beton i jego technologie. orry-gami dla zaawansowanych. pokój & kuchnia. świt leminga. reflex słonia. reaktancja. patysie, dżender-szmender, zen, tak & ramen.

sobota, lipca 25, 2015

Brawo, Anka!

Zerknęłam ostatnio na etykiety na moim blogu. Za dużo polityki - to był powód dla którego w pewnym momencie już mi się nie chciało pisać. Więc pomyślałam - będzie przez jakiś czas o czymś innym. No ale jak nie pisać, kiedy pożyteczne rzeczy się dzieją (również). Sejm uchwalił ustawę o uzgodnieniu płci, której projekt przygotowano z inicjatywy Anny Grodzkiej, pierwszej transseksualnej posłanki w Europie.

źródło: Newsweek

"Uzgodnienie płci" brzmi niesłychanie wywrotowo, ale chodzi tutaj o uproszczenie/ułatwienie procesu uzgodnienia tego kim człowiek faktycznie jest z tym, co ma wpisane do dowodu i ustawa dotyczy ułamka obywateli naszego państwa, których problemy z tożsamością nadal są w ICD-10 wpisane pod kodem F.64.0. Płeć się w Polsce uzgadnia, to nie wymysł potwora dżender, ale Grodzka sama przechodziła pokrętną drogę (musiała wg litery prawa pozwać własnych rodziców), którą teraz, korzystając z pozycji jaką zajmuje, pragnie wyprostować innym. Dla osób, które muszą wiele wycierpieć przynajmniej tyle nasze państwo może zrobić. Ustawa nie jest zachętą do zmiany płci, jak twierdzi posłanka M. Wróbel (nie wiem, czy jakakolwiek zachęta byłaby wystarczająca do zastosowania tej bolesnej i drogiej procedury - żeby to zrobić, trzeba być naprawdę zdesperowanym i naprawde cierpieć). Nie jest też "de facto legalizacją małżeństw homoseksualnych", jak rozmarzyła się powyżej już wspomniana.

Ustawa przeszła głosami 252 do 158. Teraz trafi do Senatu. Pomna cyrku intelektualnego jaki odbył się przy okazji "dyskusji" na temat in vitro (najbardziej mi się podobał zasłyszany gdzieś argument, że in vitro nie może zostać przyjęte, bo rok 2015 został ustanowiony rokiem JPII) i że już prawicowe media zbierają "podpisy o odrzucenie ..." (na bogów, dlaczego?? przecież ta ustawa was nie dotyczy!), wiem, że jeszcze wrócę do tematu.

... powtórzę, brawo Anka i przyjaciele!
Miłej soboty :).

piątek, lipca 24, 2015

Post w którym mysz tłumaczy cierpliwie, że ICD to nie chemiczne oznakowania.

Ech, droga Mu,

różnych ma się znajomych, ty wiesz, że ja to lubię. tyloma okazjami diagnozowania i obserwowania trudno pogardzić. no i masz taką dyskusję sieciową (może jednak nie przesadzajmy z tą szumną nazwą "dyskusja?"):
Odpowiedziałam też w sprawie homoseksualizmu, tu dodam, że to takie samo zboczenie jak pedofilia, zoofilia, która też ma swoje chemiczne oznakowania (que?) i niewiele się od tamtych zboczeń różni może przez mniejszą drastyczność, czyli skaza w mózgu a więc choroba a nie normalność.
dopisek w nawiasie mój.

no i tak się głowiłam przy porannej herbacie, co też autorka miała na myśli pisząc o chemiczych oznakowaniach. w końcu doszłam do wniosku, że chodzi o numerki w ICD-10.

moja Uczona-we-wszystkim Znajoma wspomniała o F65.4 i o F65.8, które należą razem z fetyszyzmem, eonizmem, ekshibicjonizmem, wojeryzmem, sadomasochizmem i innymi do Zaburzeń preferencji seksualnych. Te z kolei należą w ICD-10 do zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania (są to zaburzenia, które można znaleźć pod kodami od F.0 do F99). Pełna nazwa ICD-10 brzmi "Międzynarodowa Statystyczna Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych ICD-10". Jest systemem diagnozy nozologicznej opacowanym przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) i obowiązuje w Polsce od 1996 roku. ICD co jakiś czas jest uzupełniane, stąd jej numer 10, który za 2 lat zostanie zastąpiony przez 11. diagnoza nozologicza to z kolei nic innego jak rozpoznanie choroby lub zespołu chorób na podstawie objawów wyszczególnionych w ICD. znaczy lekarz rozmawia z pacjentem, bada go, myśli, czy osoba ma poszczególne objawy i jak spełnia kryteria, stawia rozpoznanie, które w dokumentach może być napisane słownie (czasem po łacinie) albo właśnie tym "chemicznym" oznakowaniem.

wśród innych nie ma klasyfikacji nozologicznej homoseksualizmu, ponieważ nie ma go na liście chorób! orientacji seksualnej samej w sobie nie można bowiem uważać za chorobę! cierpienie jakie przeżywają osoby homoseksualne nie wynika z faktu ich orientacji, ale z otaczającej ich homofobii i dezinformacji, dlatego w 1990 WHO podjęło decyzję o depatologizacji (usunięciu z listy chorób) homoseksualizmu.

przypominam tu istnienie paragrafu 175 przepisu kk wykorzystywanego w III Rzeszy do eksterminacji osób homoseksualnych przez nazistów. osoby piszące takie pierdoły jak w powyższym cytacie, ustawiają się w jednym rzędzie z nimi. not nice!


PS. do diagnozy zaburzeń psychicznych w USA używa się DSM. od 2013 roku jest to DSM-5. ta klasyfikacja jest wydawana przez APA (Amerykańskie Stowarzyszenie Psychiatryczne) - znowu jest to podręcznik do przewertowania, jak kto ciekawy, co tam mu dolega. w nim również nie ma homoseksualizmu jako zaburzenia (został stamtąd usunięty w latach 70-tych).

dobra.
herbata wystygła.
je pierniczę, że to trzeba ludziom jeszcze mówić.

dobrego weekendu, Mu.

Mysz popierająca organizacje LGBT.

czwartek, lipca 23, 2015

Konstytucja na nowo

(tekst napisałam 18.09.2010 i wyjęłam go niniejszym z czeluści archiwum. piszę tutaj 5 lat niedługo, więc rochę się tych różnych myśli nazbierało. w tym czasie blog do którego odprowadziłam link zniknął, więc proszę: ten sam tekst nowej "konstytucji" na RACJONALIŚCIE - link do oryginalnego miejsca brzydzę się podawać, ale można je z łatwością wygooglować. zauważyłam, że dwa ostatnie tytuły notatek zakończyłam wykrzyknikami. nie jest dobrze. zaczynam pisać jak dla Faktu)
______________________________________________________________________

My, Naród Polski, dziękując Opatrzności za ocalenie z ateistycznej niewoli socjalkomunizmu i liberalizmu, świadomi potrzeby opowiedzenia się za  życiem społecznym i państwowym zgodnym z prawem naturalnym i naszą odwieczną wiernością religii rzymskokatolickiej, uznając państwo nasze – Rzeczpospolitą Polską – za najwyższy podmiot prawa wspólnotowego, ukształtowany historycznie przez cywilizację łacińską – prawa i obowiązki wypływające z tej cywilizacji chcemy przestrzegać.
Znalazłam ten projekt naszej ustawy zasadniczej już jakiś czas temu (to projekt ustawy zasadniczej z 2003 roku sygnowany przez rodzimą wesję brunatnych koszul). Do gustu przypadły mi szczególnie takie fragmenty jak
Trzecią zasadą naczelną cywilizacji łacińskiej jest pełny rozwój osoby poprzez zharmonizowanie pracy fizycznej i umysłowej, stanowiący jej dobro immanentne.
(przed oczami ciężarówki zapakowane studentami z Pekinu, którzy jadą zawracać Żółtą Rzekę na obszary pustynne) 

czy
Cofnięcie koncesji osobie fizycznej, podlegającej Prawu Kanonicznemu Kościoła rzymskokatolickiego wymaga zgody osoby prawnej, która udzieliła pełnomocnictwa.
oraz
Decyzja Stolicy Apostolskiej jest ostateczna.

W ogóle, wspaniały tekst. Zapraszam do zajrzenia w link, bo to dłuższe posiedzenie. Konstytucja stoi tutaj na straży państwa wyznaniowego z gospodarczym komunizmem (własność prywatna jest faktycznie majątkiem państwowym), gdzie reglamentowanie informacji poprzez prewencyjną cenzurę wspiera patriotycznie słuszny rozwój obywatela zamkniętego na inne kultury. Aż boję się pomyśleć co kryje się pod pomysłem wdrażania budownictwa jednorodzinnego, wielopokoleniowego. Gdy czytam ten fragment, nie będę ukrywała, dreszczyk emocji jest na swoim miejscu :).

Tak jednak mogłoby być, co warto sobie jasno uświadomić. Przesada i histeria, tak często obecne w naszej polityce, oraz granie na emocjach zamiast racjonalnego myślenia o przyszłości, doprowadzają do takich zaparć mentalnych jakie wystąpiło u autora/ów cytowanego dzieła. Jest to tekst odpowiadający osobom tęskniącym do zamordyzmu i unifikacji, które nie mogą wybaczyć sąsiadom źdźbła trawy odwróconego w inną stronę, niż to zawarto w gminnym okólniku napisanym przez lokalnego ekonoma. Pomijam już, że u młodego pokolenia chłopców-w-twardych-butach sentyment do zamordyzmu ma źródło w tym, że taty często nie było w domu, bo dużo czasu spędzał u cioci Basi lub Irenki. Żadne to usprawiedliwienie. Potem jadą ci chłopcy w Bieszczady, albo żenią się i kładą kafelki w fabrykach Polic, albo biorą się za politykę i twierdzą głośno, że oni tej prawej rączki to wcale tak wysoko w pozdrowieniu nie podnosili. Fuj.

środa, lipca 22, 2015

In vitro W KOŃCU uregulowane prawnie jako tako!

Chciałam podziękować bardzo autorce bloga, w którym pisze ona albo Polska będzie katolicka albo jej nie będzie, bo to dzięki niej dowiedziałam się przed chwilą, że jeszcze urzędujący prezydent podpisał ustawę, którą z taką męką i umysłowym zatwardzeniem przyjęła w lipcu nasza Rada Mędrców.

Trybunał Konstytucyjny zbada jedynie zapis o pobraniu komórek rozrodczych od dawcy, który jest niezdolny do świadomego wyrażenia zgody.

aaa, pani Gosia mówi, że jesteście wszyscy ipso facto ekskomunikowani. (sprawdziłam, co to znaczy "ipso facto". ok, może być).

poniżej Louise Brown, pierwsze dziecko z próbówki, z jednym z trójki własnych dzieci, oraz prof. Robert Edwards, pionier in vitro (zm. w 2013 roku). jak widać, całkiem na zdrową wyglądająca kobieta, aż niektórzy mogliby przegapić, że trzeba za nią splunąć i obrócić się trzy razy.


edit 20:30
@Wolandzie, może i masz rację, że wobec nowenny pani Półtawskiej, było to wstawiennictwo Maryji, która w ten sposób wyraziła swoją opinię o in vitro. nie pomyślałam o tym ^^. jeśli zaś chodzi o geniuszy z Frondy i śmierć pani Bienias, czy spodziewałeś się czegoś innego? :). bo ja nie. cynik ze mnie wyszedł, wiem ...

O zgrozo! Nibiru powraca!!

... Zenobiusz i jego planeta Nibiru powrócili na orbitę. w lipcu kolejnym postem Zen pozbawił mnie złudzeń. Chyba nie doczekamy końca wakacji ludzie! WE ARE DOOMED!
zenobiusz pisze:Lipiec 15, 2015 o 13:45 
Wg. prognoz wracamy w strefę upałów,jak myśłicie czemu?
No jak myśłicie, czemu??


Doprawdy nie mam pojęcia, ale zdecydowanie wolę tę wersje końca świata:
Gdzieś we wszechświecie spada kometa, płomienna i samotna ciągnie za sobą warkocz ognia. Nieubłaganie zbliża się do doliny, w której mieszka Muminek z Tatusiem i Mamą. W Obserwatorium w Górach Samotnych obliczono, że ciało niebieskie zetknie się z ziemią siódmego października o godzinie 8.42. Ta książka mówi o pełnym emocji czasie przed katastrofą. O dniach, kiedy niebo nad Muminkiem, małym zwierzaczkiem Ryjkiem, Włóczykijem, rodzeństwem Migotków oraz Paszczakiem robiło się coraz bardziej czerwone. Podczas niebezpiecznej wędrówki uczestniczą oni w niesłychanych wydarzeniach, na przemian strasznych i zabawnych, jak to bywa, kiedy jest się małym. Do najgroźniejszych należy chyba ośmiornica z dna wyschłego morza albo trujący krzak z groźnej rodziny Angostura, z którym Muminek toczy walkę. A może jaszczurka z rozpadliny w grocie ...*


Takie klimaty lubię. Nie, że liczę akurat bardziej na kometę, tylko bardziej ciekawi mnie to, co przed katasfrofą. Bo katastrofa nadejdzie z cała pewnością, więc nie jest to najbardziej interesująca czy najbardziej zaskakująca część naszego życia. chyba, że jesteśmy Zenobiuszem ... no ale wtedy to ... w zasadzie ... to już nie jest zabawnie i bez katastrofy ... dobrego, gorącego dnia ...
i patrzcie w niebo!
________________________________
* Tove Jansson, Kometa nad Doliną Muminków.

wtorek, lipca 21, 2015

O wyczynach Lady Hester Stanhope

Skromność nigdy nie była jej cnotą, a choć goliła głowę, żeby turban lepiej pasował i jeździła konno na okrak jak mężczyźni, sława białej kobiety, która uczy głupich Arabów rozumu musiała rozpalać kolonialne głowy rozkoszą na tyle, że jej dziwaczne, wg ówczesnych obyczajów, ekscesy traktowano jako emanację angielskiej ekscentryczności, a nie efekt zaburzeń osobowości.


Była autorką pierwszego współczesnego (?) wykopaliska archeologicznego w Palestynie. Wprawdzie {wersja 1} motywowana chciwością (w Ashkelon spodziewała się znaleźć złoto) znalazła jedynie alabastrową, bezgłową figurę, którą kazała zresztą rozbić i wrzucić do morza, ale to akurat nie czyni ją wyjątkiem, jeśli uświadomimy sobie, że w XIX wieku "archeologowie" nie mieli nic z naukowców, i przypominali raczej trochę lepiej zorganizowanych złodziei z raczkującą wiedzą historyczną. Natomiast jej obserwacje co do miejsca w którym należy szukać były zaskakującą trafne. Obrońcy Stanhope twierdzą, {wersja 2} że chciała wydobyć złoto dla sułtana i ludu tureckiego, a roztrzaskała statutę, na dowód, że nie jest jednym z chciwych zagranicznych zbieraczy artefaktów, które skrzętnie potem wywożono (czyli kradziono) do Europy. Jeśli przyjmiemy, że wersję 2 była bliższa prawdzie, to koloniolna podnieta o białej kobiecie uczącej głupich Arabów rozumu została wybrana mniej lub bardziej świadomie i zaowocowała późniejszą złą sławą Stanhope jako archeologicznego popaprańca. Podobnie jak zamożni Anglicy płci męskiej w tamtych czasach, wlokła ze sobą w podróży służbę i miała czas na takie głupoty jak pozowanie do portretów. Nie była też wcale wyjątkiem pozwalając sobie na swobodę obyczajową - o 11 lat starsza Lady Hamilton, córka kowala, mogłaby wiele rzeczy wyjaśnić w tym temacie naiwniakom przekonanym o przyrosłym dziewictwie kobiet z przeszłości (miała niestety Emma ten jeden feler, że pozbawiona szlacheckiego pochodzenia szybko popadła w niebyt bez wysoko postawionego protektora, czyli bycie galerianką już wtedy nie było zawodem przyszłościowym).

Czy była nazywana Królową Pustyni przez innych, czy też sama wyprodukowała sobie ten tytuł jak pewien Król Popu w czasach, gdy przepływ informacji z pewnością jest lepszy, a powtarzalność głupot i ich uciążliwość nie zmnieszyła się ani na jotę? Czy witano ją na Wschodzie jako zjawisko (wg jej relacji) czy jako dziwaczną ciekawostkę? Do jakiego stopnia jej wspomnienia to literatura faktu? Czy doznała uszkodzenia mózgu po odchorowaniu zarazy z roku 1813? Czy w końcu wszystko było z nią w porządku od samego początku? :). Co dzisiaj jawi się odwagą (Stanhope w czasach napoleońskich jak Pawlikowska w czasach postmodernistycznych - któż nie marzy, żeby pojechać do Amazonii, ale się boi lub nie ma kasy, lub jedno i drugie) było może sygnałem problemów osobowościowych?

Wiem. Czuję, że sezon ogókowy można uznać za otwarty :).
Temat podjęłam z powodu demencji (nie mojej).

źródło

Można poczytać o tej zacnej pani bez narażania się na kontakt z roztoczami w pięknych zakątkach gdzie skanują stare książki:
>>> Memoirs of the Lady Hester Stanhope as related by herself in Conversations with her Phisician
>>> Travels of Lady Hester Stanhope; forming the Completion of her Memoirs Narrated by her Phisician
Czytałam też TU, i TU, i TU.

niedziela, lipca 19, 2015

słowo o etyce

zesztywniałam nieco, czytając, że Wanda Półtawska wzywa do nowenny, bo veto w sprawie ustawy in vitro być jej zdaniem powinno. znaczy, zesztywniałam nie dlatego, że mnie obchodzi jej zdanie i wbiła mi swoją postawą nóż w serce - w końcu żyjemy w tym najlepszym ze światów w kraju wolnym, a że pani Półtawska może się w tym temacie wypowiadać jest tego najlepszym dowodem. uświadomiłam sobie po prostu, że pani Półtawska była/jest psychoterapeutą. wyobraźnia mi zadziałała, jak to przyszła baba do lekarza, tzn. do pani Półtawskiej ... przyszła baba nie mogąca mieć dzieci ...

... albo 17-latek, który za często się onanizuje.
albo taki który się onanizuje mając myśli wszeteczne o własnej płci.
albo taki, który jest przekonany, że w gruncie rzeczy zawsze był dziewczynką ...

jakaż to była/by piękna rozmowa.
jakaż to była długa, niczym nie zmącona kariera.